(...)Jesteś
jeszcze bardziej ciekawski niż ja(...)
Ognisko, przy którym teraz siadali herosi, było już daleko za nim, a dym wnoszący się ku niebu wskazywał, jak daleko od niego jest. Jednakże jego całkowitą uwagę przykuła dawna „znajoma”. Czarnowłosa kobieta o jasnych krwisto-czerwonych pasemkach nie wydała się nawet go zauważać, ale wiedział doskonale, że to są tylko pozoru. Miała na sobie czarny płaszcz, choć nie zarzuciła na głowę kaptura, pozwalając, aby jej czarne kosmyki, co jakiś czas unosiły się na nikłym wietrze. Wydała się całkowicie skupiona na swoim zdaniu, a jej wargi ułożyły się w nieprzyjazny grymas niezadowolenia.
Zadanie, które wykonywała naprawdę się jej nie podobało, co on z łatwością mógł wywnioskować, po jej nerwowych ruchach, czy cichych przekleństwach, którymi obrzucała całą przyrodę, braci i zmuszenie do bycia dyskretnym, a co jak łatwo było zaobserwować niezbyt dobrze jej wychodziło.
Przecierając się przez gęsty las, czekał aż znajdą się na tyle daleko, aby żaden z obozowiczów nie zauważył, co się dzieje. Nie mógł ryzykować, iż któryś z nich wtrąci się do ich rozmowy, a ona jakby nie patrzeć miała nad nim niewielką przewagę w postaci żywej tarczy.
Rudowłosa
dziewczyna zwisała bezwładnie z jej ramienia, wydało się nawet, że już
zrezygnowała z jakiejkolwiek szansy na ratunek. Dostrzegał w świetle księżyca
niewielki blask na jej policzkach, a z resztą, kto w takiej sytuacji nie byłby
przerażony?
Szedł
spokojnie między gałęziami, a korzeniami drzew. W taki sposób, aby wydać, jak
najmniej dźwięku. Starał się również nie iść pod wiatr, choć z jakiegoś powodu
miał całkowitą pewność, że kobieta idąca swawolnym krokiem, kilka metrów przed
nim, jest całkowicie świadoma jego obecności.
W końcu
się zatrzymała, co wprawiło go w niepokój, gdyż doskonale wiedział, że nie są
jeszcze nawet przy granicy obozu, a aby zniknąć stąd niedostrzeżenie tak, aby
pan D. się nie zorientował, że ma w obozie szpiegów, tak powinna postąpić. Sam
z resztą podejrzewał, że Dionizos doskonale zdaje sobie sprawę, że ma nieproszonych
gości. Bo przypuszczał, że stosuje się on do znanego cytatu z pewnego filmu, a
mianowicie:
„Trzymaj
swoich przyjaciół, blisko, ale swoich wrogów jeszcze bliżej”
— Długo
będziesz się bawił ze mną w tą grę, synu Hadesa?
Miał
wielką ochotę się warknąć ze złości, a najbardziej uciec, bo nuta uwodzicielska
w głosie tej bogini wydała mu się całkowicie nie na miejscu. Nie wiedział, skąd
dokładnie wziął się jego nagły lęk, był on raczej absurdalny, ale nie zamierzał
okazać strachu.
Powoli
wyszedł zza drzewa, nie przejmując się tym razem, że nadepnie na jakąś gałąź,
starą szyszkę, czy inną leśną roślinkę, która zdradzi jego pozycję. Powoli
sunął się do przodu, pozwalając, aby blask księżyca oświetlił całą jego postać,
a jednocześnie będąc blisko cienia, który w razie potrzeby może zamaskować jego
poczynania.
Swoją
dłoń jeszcze bardziej zacisnął na rękojeści swojego miecza. Dziękował sobie w
duchu, że nigdy się z nim nie rozstaje. Z resztą, jak większość herosów i on
zawsze był przygotowany na walkę z potworami, które wyskoczą w najmniej
odpowiednim momencie.
— Apate,
oddaj Wyrocznie — rozkazał cicho.
Nic nie
zdradzało jego wewnętrznego niepokoju, gdyż do tej pory nie wiedział, czego ci
bogowie szukają, a starał się dowiedzieć wielokrotnie. Bo chociaż miał już kilka
domysłów i szlaków, wszystkie okazały się błędne. Wiedział natomiast, że Apate
go oszukiwała i zwodziła, niby była po jego stronie, ale tak naprawdę nadal
pomagała swoim kompanom.
— A co
mi zrobisz, jeżeli tego, nie zrobię? – spytała i prowokacyjnie odpięła kilka
guzików swoje płaszczu. — Mam się bać, Nico?
Nico
zmrużył swoje ciemne oczy, a następnie podniósł do góry swój miecz, który do
tej pory bezwiednie ściskał w dłoni, jak ostatnią deskę ratunku. Stygijskie
żelazo zalśniło lekko w blasku księżyca, a po chwili koło chłopaka z ziemi
wyszło dwóch kościotrupich wojowników.
Bogini,
Rachel i on w milczeniu przyglądali się wydobywającym się kością z ziemi, które
uformowały się w postać dwóch zmarłych wojowników. Byli wyjątkowo młodzi, gdyż
jeden z nich miał w czaszce jeszcze oko, zaś drugi (co było widoczne) miał
poszarpane jeansy, a które zapewne zaczęły się już powoli rozkładać. Ich klatki
piersiowe zaś były otoczone skórą, choć wojownik w jeansach miał po lewej
stronie wielką dziurę. Wyglądało na to, że ktoś wypruł mu serce z piersi. Obydwoje
jednak mieli ostre miecze i tarcze, a pierwszy z nich nawet miał kompletną
zbroje, zaś o drugim nie można było tego samego powiedzieć.
Gdy
pierwszy był łysy i miał mnóstwo robaków, które go obłaziły, drugi zaś miał
kilka białych kosmyków włosów, a reszta jego głowy była całkowicie łysa. Jego
zielonkawa skóra lśniła w świetle księżyca, a ich wygląd wydawał się jeszcze
bardziej złowieszczy. Nico przez moment przypomniał sobie chwilę, gdy pierwszy
raz wezwał wojowników, a dokładniej w chwili swojego gniewie i żalu do
Percy’ego, gdy ten powiedział mu o śmierci jego siostry.
Ich
kościste dłonie, zacisnęły się na rękojeści miecza, a długie, kościste palce
trzymały je wyjątkowo stabilnie. Mimo lichego stanu, jakim znajdowali się ci
wojownicy, trzeba było przyznać, że byli zdumiewająco silni i wytrzymali, a o
czym już wcześniej przekonał się Nico.
Apate
cmoknęła językiem z dezaprobatą, a następnie puściła Rachel, która z jękiem
upadła na ziemię. Powstrzymał cisnący się na jego usta pół uśmiech, bo właśnie
na tę okazję czekał. On zajmie się boginią, a pani O'Leary, przetransportuje
Rachel do Percy’ego.
Miał
zaufanie do Percy’ego i to nie tylko, dlatego, że był jego pierwszą miłością.
Wiedział po prostu, że synowi Posejdona można powierzyć ważne sprawy.
W tym
czasie bogini zdrady ruszyła w jego stronę, a w jej dłoni pojawił się miecz.
Nie był on jednak z niebiańskiego spiżu, czy stygijskiego żelaza, a jedynie ze
zwykłego ludzkiego żelaza. Mimo, że nie był dzieckiem Hefajstosa mógł dostrzec
tę niewielką różnicę.
— Zginiesz — zawyrokowała bogini.
Gdy
tylko bogini ruszyła na jego wojowników, z cienia za jej plecami uformowała się
postać ogara piekielnego, a jego głośny szczek sparaliżował na chwilę boginię.
Obydwoje spojrzeli, jak wytrenowany ogar macha radośnie ogonem i swoim jęzorem
liże twarzy Rachel, kilka kropel jego śliny skapnęło na rudowłosa dziewczynę, a
która pisnęła w cichym proteście. Uszy psa od razu się podniosły i przyjrzał
się dziewczynie z zaciekawieniem.
— Do
Percy’ego! — rozkazał Nico.
Apate
drgnęła i właśnie odwróciła się plecami do niego, aby zaatakować ogara, ale ten
już złapał w swoją wielką szczękę bluzkę Rachel i pognał w stronę cienia.
Podróżowanie cieniem nie dla każdego było przyjemne. Nico wiedział, że syn
Posejdona będzie miał bliższe spotkanie z obiadem Rachel, ale tym razem, jakoś
nie poprawiło mu to humoru, bo wściekły wrzask bogini z całą pewnością było
słychać w całym obozie.
Ku jego
zdumieniu, jego wojownikom nagle znieruchomieli i odwrócili się w jego stronę,
a ich puste oczodoły zaczęły ziać dziwną czernią. Zaś oko drugiego z nich stało
się całkowicie czarne. Natychmiast skierowali się w jego stronę, podnosząc
miecz i chcąc zakończyć jego życie. Zaskoczony, zaczął blokować ataki i właśnie
przez ten swój niewybaczalny błąd, pozwolenie sobie na odwrócenie uwagi, musiał
przypłacić mieczem Apate, który przebił jego brzuch.
— Giń —
syknęła bogini i rozmyła się w powietrzu, znikając.
Wraz z
nią jej miecz, a wojownicy rozpadli się na kawałki, pozwalając, aby ziemia na
powrót ich zagrzebała w ich grobach.
Chłopak
jęknął cicho i upadł na kolana, trawa od razu zaczęła barwić jego spodnie na
zielona, a co z całą pewnością się nie domyje. Jednak on nigdy nie zwracał na
to szczególnej uwagi, a teraz objął dłońmi swój brzuch, czując tam paraliżujące
zimno. Właściwie nie czuł bólu, co go naprawdę zaniepokoiło, a jego czarna
bluzka świetnie ukrywała krwawienie i gdyby nie dłonie, które na niej położył,
mógłby nawet pomyśleć, że rana to wymysł jego wyobraźni.
— Nico? — Usłyszał czyjś głos.
Jednak
świat wokół chłopaka zaczął wirować, co zapewne było spowodowane szybka utratą,
licznej krwi, a następnie odsunął się na ziemię tracąc całkowity kontakt ze światem.
Być może były to psoty jego wyobraźni, ale przez moment wydawało mu się, że
widzi swoją siostrę.
Biankę.
Już
niedługo znów będą razem.
* ~ * ~ *
"Własną drogę wybierz,by przeznaczenie swe ziścić.Klucz do zagadki masz,a ją poznasz na zachodzie,tam gdzie słońce żegna się z dniem.Zagłada bogów będzie wnet.Tylko pamiętaj,Ciemność w świetle jest kluczem,Zło w dobroci jest mapą,Zaś pochodnia twą pomocą.Lecz uważaj dzielny wojowniku,Za cenę miłości,Śmiercią przyjdzie zapłacić.”
Chejron
zamyślony spoglądał na migoczący w tęczy obraz, jednego ze swoich ulubionych
herosów, którego morskie oczy pociemniały o kilka oktaw, wyglądając niczym
zburzone morze podczas sztormu. Jego czarne roztrzepane włosy wpadały mu na
oczy, ale chłopak nie wydawał się tym przejmować.
Zaś
sam Centaur westchnął z zamyśleniem, i znów się zadumał.
Tępym
wzrokiem wpatrywał się on w migoczącą tęcze, w której widniał równie zamyślony
syn Posejdona. Mimo, że miał on ochotę przejrzeć się Perseuszowi Jacksonowi,
który staje się coraz szybciej dorosłym mężczyzną, to jednak w tej chwili nie
miał na to czasu, były ważniejsze, nieznoszące zwłoki sprawy.
Obraz
w Iryfonie – bo tak nazywał się „telefon” (jak czasem porównywali go młodzi
herosi) stworzony dzięki Irys, która udostępniła swoją tęcze (za niewielką
opłatą) do komunikowania się z innymi – zamigotał i po chwili pojawiło się
ostrzeżenie, że rozmowa zostanie przerwana.
Chejron
wyjął ze swojej skórzanej kamizelki niewielką srebrną monetę – hemidrachma –
która była wyjątkowo ciepła, a następnie podrzucając ją do góry za pomocą
kciuka, wpadła ona w tęcze, a po chwili rozpłynęła się w niej, podobnie jak
łacińskie napisy z ostrzeżeniem.
— Wyrocznie mówiła coś jeszcze? Żądała, czyjejś obcości? — spytał Chejron.
* ~ * ~ *
*Perspektywa Jillian*
Być
może zachowywałam się głupio.
W
tej chwili byłam więcej niż pewna, że postradałam zmysły. Jaka normalna
dziewczyna wchodzi do pokoju swojego prześladowcy? Gdybym miała być szczera
sama przed sobą (mimo wielu swoich wad, staram się taka być), to musiałabym
przyznać, że mój prześladowca coraz poważniej mnie intryguje. Z niechęci
przeszłam do przyjaźni i szczeremu zaintrygowaniu.
Zwalałam
całą tą sprawę na moją matkę, gdyż to przez nią jestem w połowie harpią (może
jedynie w jednej trzeciej?), a to natomiast sprawiało, że moja ciekawość może
okazać się zabójcza. Mimo takich argumentów nic nie było w stanie powstrzymać
mnie od wetknięcia nosa w nie swoje sprawy, a niestety ta cecha mojego
charakteru zaczynała się wyostrzać.
Właściwie
wcale nie byłam zaskoczona widokiem całej ściany oblepionej swoimi rysunkami i
zdjęciami. Choć w pokoju znajdowały się dwa łóżka, bezbłędnie mogłam od
zgadnąć, które należało do mojego… prześladowcy.
Przypatrywałam
się białym kartką, na których Ryan z niezwykłą precyzją i dokładnością ukazał
moją twarz w różnych momentach. Zastanawiałam się, czego używa do szkicowania,
więc natychmiast spojrzałam na biurko wykonana zapewne z sosny.
Pokój
był utrzymany w złoto-żółtych barwach, więc zwykli śmiertelnicy pewnie by
oślepli, wrzeszczeli i w akcie paniki uderzyli się głową w ścianę podczas
ucieczki, i tym samym stracili przytomność, bo choć sama miałam ochotę wykonać te
wszystkie czynności, to moja ciekawość (zabójcza ciekawość) była zbyt wielka,
aby nie zacząć grzebać w biurku Rudzielca.
Gdy
znalazłam zestaw profesjonalnych ołówkom do szkicowania i węgiel, szybko je
odstawiłam na miejsce i z jękiem usiadłam na krześle wzdychając ciężko. Nigdy
do tej pory nie czułam się tak bardzo zmieszana, tak bardzo niepewna.
Zaczęłam
w końcu przeklinać swoje hormony i fakt, że dorastałam.
W
takim ponurym nastroju znalazł mnie współlokator Ryana, a który okazał się być
Will.
Obydwoje
spojrzeliśmy na siebie i podczas gdy ja zrobiłam naburmuszoną minę, chłopak
uśmiechnął się radośnie, a następnie wypadł z pokoju, a ja tuż za nim.
Powód
był prosty.
On
chciał poinformować o tym Rudzielca.
Natomiast
ja, chciałam wcześniej wyciąć mu język, połamać palce i przede wszystkim zabić,
a później osobiście zaprowadzić jego ducha do Hadesu, a żeby mieć pewność, że
nie poinformuje o tym Ryana.
* * *
Stojąc przed
drzwiami o znaczku „Aquilo” zastanawiałam się, co też może pojawić się za
drzwiami „Południe”, bo kiedy przekroczyłam próg drzwi „Auster” (czyli z łac.
„Północ”) miałam bliskie spotkanie z Henrykiem, a który popatrzył na drzwi z
nieprzychylnym okiem. Jakoś nie miałam ochoty otwierać ich i natknąć się na
głodnego tygrysa. Ta perspektywa była dla mnie raczej oczywista, bo gdy Leo
Valdez wyjaśnił mi, że mój ojciec jest szalony, nie dziwiło mnie, więc, że
dostałam Pingwina, jako domowe zwierzątko.
— Otwierasz, czy nie? — spytał Leo.
Sama nie
wiem, czemu ten czarnowłosy syn Hefajstosa się tutaj znalazł, ale jakoś
świetnie się dogadywaliśmy. Może zabrzmi to sentymentalnie, ale z jakiegoś
powodu przypominał mi o moim jedynym przyjacielu, ponieważ ostatni czasy, był
traktowany, jakby oszalał. Nie do końca pojmowałam, czemu tak jest.
— Jesteś
jeszcze bardziej ciekawski niż ja — zauważyłam kpiąco.
Spojrzał
na mnie, a na jego chochlikowej twarzy pojawił się zawadzki uśmiech.
— Ciekawi mnie, co też wymyślił ten twój zwariowany tatusiek — mówiąc to, w jego
oczach pojawiły się psotne iskierki. — No i obiecałaś mi lwa – oznajmił.
Z
niedowierzania otworzyłam usta, ale szybko je zamknęłam, przymykając na chwilę
oczy i błagając bogów o cierpliwość, bo w przeciwnym razie z pewnością
śmiałabym się do łez. Pokręciłam głową i panując, jako tako nad sobą uchyliłam
drzwi.
Były
wykonane z jasnego drewniane i pomalowane na czarno zaskrzypiały, gdy je
otworzyłam, a ciepły front powietrzy owiał moją twarz i ramiona. Nie zerkając
na swojego towarzysza, przyglądałam się widokowi za drzwiami.
Nie było
to dla mnie zaskoczeniem, gdy nagle znalazłam się w środku Brazylijskiej
dżungli.
Bezbłędnie
orientowałam się w terenie, bo gdy tylko zawieje lekki wiatr w moim mózgu
tworzy się kompas i mapa, a następnie z niezwykłą dokładnością mogę ustalić
gdzie się znajduje.
— No i
po moim lwie — zauważył niby z oburzeniem Leo, choć jego oczy śmiały się, a
jego usta ułożyły się w szeroki uśmiech. — Pamiętaj, że żądam takiego na
urodziny — oznajmiając to zaczął grozić mi palcem.
Z całą
pewnością obydwoje przebywalibyśmy tutaj znacznie dłużej i podziwiali piękne,
bujne, zielone korony liści, śpiew ptaków i ich loty na bezchmurnym niebie,
gdyby nie to, że nagle ktoś załomotał do drzwi, a przerażony Henryk zaczął
biegać bez sensu w kółko wokół mnie i podszczypując mnie swoim małym dziobem,
zapewne żądał jedzenia.
— Żarłok — warknęłam na małego pingwina.
Zamknęłam
drzwi, a Leo puszczając mi oczku ruszył w stronę tylnego wejścia. Nie
pojmowałam, czemu się tak dziwnie zachowuje, ale z jakiegoś powodu rozumiałam, że
miałby z całą pewnością później konflikt z Rudzielcem, a który (jak się
okazało) jest świetnym szermierzem, uwierzyłby, kto?
Z ponurą
miną ruszyłam w stronę głównego i wąskiego holu w swoim domku, na ścianach
wisiały podobizny greckich bogów wiatrów, a złote litery pod obrazkami były
napisane ich imionami. Bo choć nigdy nie uczyłam się greki z łatwością ją
rozumiałam.
Podeszłam
do drzwi i otworzyłam je na całą szerokość, byłam pewna, że moja twarz wygląda,
jak chmura gradowa, ale właśnie moi goście popsuli mi myszkowanie po moich
magicznych drzwiach. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Maggie ma
przerażoną minę i przyciska do siebie fioletową torbę, a następnie wepchnęła
się do środka, podczas, gdy Ryan z luzem i szerokim uśmiechem wszedł do środka
niczym król na włościach.
Naprawdę
był on irytujący!
— Zbieraj się Jill, ruszamy na misję! — krzyknął mi do ucha Rudzielec, a ja
podskoczyłam.
Przeklinając
siebie i jego, przeniosłam ponure spojrzenie na Maggie.
— Ryan! — Zbeształa go. — Nie krzycz tak, w końcu to nieoficjalna misja — poprawiła go.
Spojrzałam
na swoich przyjaciół z niedowierzaniem, a następnie uśmiechnęłam się szeroko.
Och!
Miałam na nich naprawdę zły, niszczycielski i cudowny dla mnie wpływ!
Już nie
mogłam doczekać się momentu, w którym złamiemy kilka paragrafów z regulaminu
obozu.
* ~ * ~ *
Potrząsając
swoją blond czupryną, Will westchnął głęboko i przyjrzał się śpiącemu, synowi
Hadesa. Jego twarz w śnie się rozluźniała i wyglądał niezwykle słodko. Syn
Apolla miał wielką ochotę dotknąć tej delikatnej, bladej skóry na policzkach
śpiącego chłopaka.
Zarumienił
się odrobinę z powodu swoich myśli, a jednocześnie ucieszył się, że widząc Nica
zmierzającego do lasu, postanowił w tej chwili szczerze z nim porozmawiać. Nie
chciał nawet myśleć, co by się wydarzyło, gdyby nie był kilka kroków od Nico i
w porę nie zaczął go leczyć.
Dreszcz
przebiegł po plecach chłopaka, a on ze skrywaną miłością spojrzał na śpiącego
herosa.
Odprężył
się lekko na swoim zielonym fotelu w pomarańczowe łaty. Mógł w końcu czuwać nad
śpiącym Nico całą noc. Był wdzięczny Chejronowi, że pozwolił mu, choć nie
wątpił, że duży wpływ na tę decyzję miały jego uzdrawiające moce, które
odziedziczył po ojcu.
— Nie
zamierzałem, jej wydawać — oznajmił Will, przerywając ciszę w niewielkim
pokoju.
Lampka
stojąca koło łóżka Nico, niedaleko niego samego, oświetlała lekko przestrzeń pokoju.
Chociaż pokój był utrzymany w białych barwach, w tej chwili wydawał się
niezwykle ponury, a co spowodowało wisielczy nastrój Willa, bo uśmiechnął się na
myśl, że ten pokój nareszcie zaczął pasować do stylu Nico.
— Chociaż… — Will zawahał się wspominając swojego brata i goniącą go Jill. — Przeszłość Jill
jest raczej oczywista, a przynajmniej można się jej domyśleć, ale… przeszłość
Ryana mnie zastanawia — wyznał.
Szczerze
zaabsorbowany tymi przemyśleniami, nie zauważył, że jego śpiący do tej pory
towarzysz otworzył oczy i skrzywił się lekko, czując zapewne ból. Czarne jak
węgiel oczy spoglądały z zaciekawieniem na zamyślonego Willa, a w ich wnętrzu
coś niezidentyfikowanego się tliło. Jakby rozczarowanie, a może nawet i żal.
— Mój
brat jest… — zaczął, spoglądając niewidzącym wzrokiem w przestrzeń przed sobą. —Dziele z nim pokój i wiem, że on, tak naprawdę…
— Dlaczego mnie uratowałeś? — spytał z lekką pretensją w głosie Nico.
Zaskoczony
słowami Nica Will spoglądał na niego bez słowa. Bo cóż miał w tej chwili
powiedzieć?
Przemowę,
którą ułożył sobie na taką chwilę, od razu wyleciała mu z głowy, choć
uśmiechnął się uroczo i niepewnie nachylając ku leżącemu herosowi, a który
spoglądał na niego z wyrzutem, tak widocznym w czarnych, cierpiących oczach.
Przez
moment Will poczuł niepokój, bo tęczówki syna Hadesa zamiast brązowe (a on
uwielbiam w nie patrzeć) były całkowicie czarne. Jednak, miał nadzieje, że to
tylko gra świateł i tak naprawdę z herosem jest wszystko w jak najlepszym
porządku.
— Taką
mam pracę — odpowiedział ze spokojem, którego jednak nie czuł.
Syn
Hadesa skrzywił się i westchnął cicho.
— Nie
chciałem, aby ktoś mnie ratował — burknął cicho chłopak.
— Ktoś
musi zająć się Hazel — zauważył Will.
— Hazel
ma Franka — mruknął w odpowiedzi Nico.
Sfrustrowany
Will zacisnął dłonie na podłokietnikach fotela i nachylając się jeszcze
bardziej w stronę syna Hadesa, wyznał z niezwykłą złością:
— Ja cię
potrzebuje Nico!
Przez
moment czarne oczy chłopaka zmieniły barwę na brązową, a co odnotował Will z
ulgą, jak i zaniepokojeniem. Wyglądało na to, że syn Hadesa był znacznie bliżej
śmierci niż mu się wydawało.
— Masz
swoich braci — burknął nagle za złością.
Mimo
wszystko Will zachichotał, a Nico odwrócił zawstydzony głowę, wbijając wzrok w
drzwi od małego pokoju, w którym się znajdował. Nie pamiętał, jak tu trafił,
ale z powodu swojego zmęczenia, szybko przymknął oczy. Syn Apolla przyglądał
się jak napięte rysy twarzy chłopaka znów się wygładzają, a jego oddech staje
się wyrównany.
Zapadł w
sen, a co skwitował Will z szerokim uśmiechem i czułym spojrzeniem, jakim
obrzucił śpiącego chłopaka.
___________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział z wielkim opóźnieniem. Mam nadzieje, że mi wybaczycie :)
Pewnie i tym razem znów znajdą się, jakieś błędy... hmm... prawdę mówiąc sprawdzałam tekst kilkakrotnie, ale człowiek na robot, błędy robi (czy jakoś tak -_-).
Co do przepowiedni, jestem ciekawa, co o niej myślicie. Przede wszystkim, jednak ja wiem, kogo "zabije" (mniej więcej), ale zastanawiam się, kim będzie ta tajemnicza osoba waszym zdaniem?
Ach! No i takie pytanie do was, kogo waszym zdaniem wytypuje Chejron do misji?
Zasada greków jest taka, że mogą to być tylko trzy osoby. Według nich "trzy" to święta liczba...
Jeszcze raz przepraszam za swoją dłuższą nieobecność! Mam również nadzieje, że rozdział się podobał :3
Bussis! ^^
___________________________________________________________________________
Wiem, że rozdział z wielkim opóźnieniem. Mam nadzieje, że mi wybaczycie :)
Pewnie i tym razem znów znajdą się, jakieś błędy... hmm... prawdę mówiąc sprawdzałam tekst kilkakrotnie, ale człowiek na robot, błędy robi (czy jakoś tak -_-).
Co do przepowiedni, jestem ciekawa, co o niej myślicie. Przede wszystkim, jednak ja wiem, kogo "zabije" (mniej więcej), ale zastanawiam się, kim będzie ta tajemnicza osoba waszym zdaniem?
Ach! No i takie pytanie do was, kogo waszym zdaniem wytypuje Chejron do misji?
Zasada greków jest taka, że mogą to być tylko trzy osoby. Według nich "trzy" to święta liczba...
Jeszcze raz przepraszam za swoją dłuższą nieobecność! Mam również nadzieje, że rozdział się podobał :3
Bussis! ^^
