KRÓTKIE INFORMACJE:
--> UWAGA! Aby nie pogubić się "kto kim jest?" dodałam specjalną podstronę dla osób nie czytających "Percy Jacksona i Bogów Olimpijskich" - na TEJ podstronie będę powoli dodawała postacie z książek R. Riordana.
--> Rozdział 2: 10% (pisany)
--> W "Dziale Ocen i Recenzji" z "Katalogu Euforii" pojawiła się ocena mojego bloga!
--> W "Recenzowisko" pojawiła się ocena mojego bloga!
To na tyle, oczywiście dziękuje wszystkim za komentarze, które jak doskonale pewnie wiecie (sami piszecie blogi, na które wpadam z przyjemnością) naprawdę motywują!

Zaktualizowane dnia: 27.09

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dionizos jako mikołaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dionizos jako mikołaj. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2014

Święta według przepisu Ryana

Dodaje ten dodatek wcześniej, ponieważ od jutra, aż do 29/30 Grudnia będę nieobecna, więc z góry przepraszam wszystkich, gdy tylko wrócę od razu wezmę się do roboty i odwiedzę Wasze blogi :3
Ten dodatek powinien wszystkich ucieszyć, ponieważ mamy tutaj spory kawałek historii z perspektywy rudzielca, chociaż jest to odrębny fragment i nie wnosi nic do opowiadania :D
Właściwie to kuchnia się pojawi w opowiadaniu (bo mi się spodobała) i być może zrobię z niej takie miejsce na grupowe spotkania, jak w przypadku dodatku, ale nie przedłużaj już, tylko zapraszam was na Dodatek Świąteczny - ach mam nadzieje, że końcówka Wam się najbardziej spodoba ^^


Święta według przepisu Ryana:

Wzdychając głęboko poczułem zapach cynamonu, od zawsze go uwielbiałem, toteż mając przed nosem całą blachę wypełnioną ciastkami, uśmiechnąłem się przebiegle. Zerknąłem kątem oka na mojego brata, który obserwował mnie uważnie, jakoś po pewnym czasie Will przyzwyczaił się do tego, że nagle w naszym domku pojawiła się kuchnia – prezent od naszego ojca – a z której to ja najczęściej z niej korzystałem.
Niejedna dziewczyna podejrzewała mnie o to, że jestem gejem, ale jeżeli mężczyzna lubi gotować, czy piec nie oznacza już, że jest mniej męski. Na szczęście ostatnia osoba, która tak mnie nazwała zarobiła z prawego sierpowego od Jillian.
Mojej ukochanej dziewczyny.
Westchnąłem, gdy w moich myślach pojawił się obraz tej słodkiej istoty, oczywiście gdyby ona kiedykolwiek dowiedziała się jak ją nazywam (nawet, jeżeli w myślach) przywaliłaby mi także, nie zważając na to, jak bardzo może zatęsknić za moim szerokim uśmiechem.
Nadal szczerząc się jak głupi zamknąłem nogą drzwiczki od piekarnika i zacząłem ostrożnie przesypywać ciasteczka na blat kuchenny, gdzie czekały już przygotowane kolejne składniki, tylko po to, aby udekorować te słodkie ludki. Miałem oczywiście zamiar zrobić jedną specjalną parę ludków bez cynamonu – specjalnie dla Jillian, która ku mojemu zaskoczeniu nie cierpiała go.
Will obserwował mnie uważnie i przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie, gdzie wydawał mi się słodką plastikową lalką, idealnym Kenem dla Barbie. Okazało się na szczęście, że nikt z mojego rodzeństwa nie zachowuje się jak Ken czy Barbie, bardziej posądzałbym o takie zachowanie dzieci Afrodyty, ale gdy poznałem Piper moje wyobrażenie córek bogini piękności szybko się rozwiało.
Odłożyłem pustą blachę do zlewu i podniosłem kolejną, na którym były dwa uformowane ludki, nieco większe niż poprzednie i trzymające się za ręce. Znów otworzyłem nogą piekarnik zbeształem siebie w duchu, że w ogóle go zamykałem. Moje nieudolne próby zamiast mnie wkurzyć, jedynie mnie rozbawiły. Gdy w końcu udało mi się to uczynić z triumfem wsadziłem blachę do środka i spojrzałem na swojego przyrodniego brata.
- Byś, chociaż pomógł bratu w potrzebie – oznajmiłem.
- Jak widzę świetnie sobie radzisz – odparł Will nadal przyglądając mi się uważnie. – Uznałem z resztą, że wolisz jak posiedzę tutaj i ponarzekam, choć i tak nie byłbym w tym taki dobry jak Jill – dodał.
Po tych słowach uśmiechnął się do mnie bezczelnie, a ja tylko przewróciłem teatralnie oczami o odwzajemniłem jego uśmiech. Zdejmując jednocześnie z dłoni kuchenne rękawice i kładąc je koło kuchenki. Następnie wziąłem się za dekorowanie ludków, jednocześnie odkładając jednego z nich na talerz i stawiając przed uszczęśliwionym tym faktem Willem, od razu wziął w dłoń cukiernicze do zdobienia z żółtym lukrem i zaczął zdobić swoje ciastko.
Przyglądałem się jego poczynaniom przez dłuższy moment zamierając bez ruchu i przyglądając się temu, czemuś, co uznał za swoje ciepło. Ciastko najprawdopodobniej miało przypominać jąkać blondwłosa istotę. Kończąc swoje ludki, które miały przypominać każdego z moich braci i przyjaciół (zrobiłem nawet kilku satyrów i Chejrona, gdy jest centaurem – uformowanie czegoś takiego było naprawdę ciężką i mozolną pracą).
- Cześć jestem Annabeth i wiem wszystko najlepiej – zaczął nagle Will mówiąc piszącym głosem. – Jestem córką Ateny i najmądrzejszą osobą w obozie – dodał, a jego oczy zabłysły ze złości.
Nie zanosiło się na nic dobrego. Postanowiłem jednak to zignorować i nie chciałem wiedzieć, co TYM razem ZNOWU Annabeth zrobiła mojemu bratu, bo zazwyczaj są to durne powody. Niedługo mój brat zrobi podobiznę kogoś innego (raz zrobił nawet pana D).
Nagle koło nas przeszła Kayla, jej krótkie brązowe mysie włosy nie wyglądały nawet w najmniejszym stopniu tak ślicznie jak brązowe ciemne i nieco dłuższe włosy mojej ukochanej Jill. Moja mina musiała coś wyrażać, albo moje rodzeństwo przyzwyczaiło się do tego, bo Kayla tylko posłała Willowi znaczące spojrzenie, a on zachichotał. Ewidentnie o czymś plotkowali za moimi plecami, ale jeżeli obstawiali za ile ja się znudzę Jill, to przegrali z kretesem, bo już niedługo ta słodka istota, zostanie moją żo…
- Ryan! – Usłyszałem znajomy krzyk.
Ja i Will wymieniliśmy znaczące spojrzenie, a przerażona Kayla tempem ekspresowym uciekła w stronę swojego pokoju nie myśląc nawet o tym, że zostawia swoich braci na pastwę losu najlepszej przyjaciółki Clarisse. Odchrząknąłem zwracając uwagę naszemu „gościowi” gdzie dokładnie się znajduje.
Niestety, gdy ją ujrzałem szczęka mi opadła i podobnie wyglądał Will, z tym, że mój brat miał w swoich ustach resztkę przeżutego ciastka. Zamknął szybko usta i zagwizdał zwracając się do mnie:
- Teraz już wiem, czemu na nią lecisz – stwierdził.
Wzruszyłem ramionami i starałem się ukryć uśmiech mając nadzieje, że Jill go nie zauważył. Niestety jej złość w szarych oczach wcale nie znikała, a ponieważ była przebrana za świątecznego elfa wyglądała słodko. Miała na sobie zielone kapcie ze dzwoneczkami na czubku, rajtuzy, przez której jej nogi wyglądały jak dwie słodkie świąteczne laseczki, krótką zieloną spódniczkę, która podkreślała jej słodki tyłek i skąpą bluzkę w tych samych odcieniach. Na głowie za to miała wielką, szpiczastą i zieloną czapkę z czerwonymi wzorkami i żółtym dzwoneczkiem na końcu, który dotykał przez chwilę dyndał przed jej słodkim noskiem.
Byłem oczarowany jej świątecznym strojem jednocześnie zastanawiając się jak obozowym żartownisią udał się ten psikus. Dość szybko jednak nauczyli się, aby całą winę zwalać na mnie, bo jakimś cudem mi Jillian jeszcze za coś takiego mi nie przywaliła.
- Zdecydowanie zgadzam się, aby to zastąpiło twoją suknie ślubną – stwierdziłem.
Czerwony rumieniec złości na jej policzkach wydał mi się słodki i dopiero dzwonek mojego zegara dochodzące od piekarnika przypomniało mi, że nie mogę stać tak przez wieczność i podziwiać jej urodę jednocześnie peszyć ją tym, a jedynie wziąć się do pracy, ponieważ w innych okolicznościach nie zdążyłbym dać jej świątecznego ciastka, które wyrażałoby moje uczucie do niej.
Odwróciłem od niech niechętnie wzrok i znów powędrowałem w stronę kuchenki robiąc zaledwie kilka kroków, Will tymczasem oparł się swobodnie przy blacie kuchennym i dalej zaczął męczyć swojego ludka przedstawiającą Annabeth – tym razem bez głowy.
- O nie! Gdzie moja głowa! Gdzie moja mądra główka?! – Piszczał Will.
Wyjmując blachę z piekarnika spojrzałem na niego szczerze zaniepokojony, Jill w tym czasie podeszła do blatu i przyjrzawszy się cynamonowym wyrobią mojej skromnej osoby, skrzywiła się leciutko i znów spojrzała na poobgryzane ciastko Willa.
- Co to jest?
- Annabeth – odpowiedzieliśmy wspólnie z Willem.
Jill kiwnęła głową i sama sięgnęła, bo jedno z moich ciastek, ucieszyłem się widząc jak zaczyna je dekorować, jednak po krótkiej chwili, gdy wyjąłem już swoje ciastko z piekarnika uświadomiłem sobie, że moja miłość zrobiła ludzika niezwykle przypominającego mnie samego.
- Masz wielki talent – stwierdził Will z podziwem.
- Dziękuje – powiedziała słodko.
Obydwoje z niepokojem obserwowaliśmy jak bierze i wylewa cały lukier na stół a później wrzuca do niego ciastko z moją podobizną niszcząc tym samym swoje dzieło. Skrzywiłem się i odstawiłem tacę, tymczasem Jillian odchyliła się nieco do tyłu i zniżając głos krzyknęła:
- Och nie! Biedny ja Ryan! Jestem takim dupkiem, więc się spalam w ogniu w najgorszym i najgłębszym zakamarku Tartaru!
Skrzywiłem się, a następnie z dala od szarookiej wziąłem się za dekorowanie jej prezentu, a jednocześnie, co chwila zerkałem na dziwną zabawę mojego przyrodniego brata i ukochanej, którzy niszczyli moje ciastka dźgając je, robiąc jakieś maszyny tortur z lukry i tym podobnych rzeczy. Zacząłem poważnie się martwić, czy nie udać się z nimi do jakiegoś specjalisty. Zdecydowanie przydałabym im się jakaś terapia.
Koło nas stanęła Kayla i rzuciła w naszą stronę zaniepokojone spojrzenie, po czym idąc w stronę – dopiero teraz to usłyszałem – drzwi wejściowych, gdzie ktoś się dobijał się dzwoniąc dzwonkiem i wiem, co teraz myślicie, ale to był wypadek, przez który go mamy, a dokładniej jak zwykle Maggie pomyliła jedno ze swoich zaklęć i zamiast jemioły, która nie więdnie mamy świąteczną melodyjkę, którą w późniejszym czasie chcemy zmienić przy pomocy dzieci Hefajstosa, ale już po światach.
Po chwili Kayla znów przeszła koło kuchni nie wchodząc do środka i rzucając w naszą stronę ponownie zaniepokojone spojrzenie. Po chwili w podskokach do kuchni wleciała jak na skrzydłach roześmiana i uszczęśliwiona Maggie na która nikt specjalnie uwagi nie zwrócił – mój brat i Jillian dalej byli zajęci torturami dla swoich figurek.
- Chejron zgodził się was wysłać do mnie na święta! – Zawołała, a co sprawiło, ze nagle Jill znieruchomiała. – Mój tato… - zawahała się, gdy spojrzała na nią Jill. - … szykuje dla ciebie i Jill sypialnie dla nowożeńców – wyznała. – Powiedział, że duchy mu tak powiedziały – dodała obronnie.
Zaśmiałem się nie mogąc się powstrzymać, a co sprawiło, że Jill spiorunowała mnie wzrokiem. Bardzo cieszyłem się, że ojciec Maggie jest medium, dzięki temu nie tylko ja męczę się z przepowiedniami, które mnie nawiedzają, a jednocześnie on doskonale mnie rozumie.
- Nigdzie nie jadę – warknęła.
Wszyscy w pomieszczeniu spojrzeli na nią, a Maggie nagle zasłoniła dłonią usta, gdy w końcu pojęła, w co jej przyjaciółka jest ubrana. Nieudolnie starała się powstrzymać śmiech, ale kiepsko jej to wychodziło i już po chwili wszyscy poza poszkodowaną – czyli Jill – śmiali się wniebogłosy.
- Idioci! – Warknęła, ale kącik jej ust zadrżał. – Już ja sobie pogadam z twoim ojcem – oznajmiła kierując te słowa do Maggie.
Po chwili wzięła kolejną figurkę, która zaczęła dekorować na podobieństwo ojca Maggie, a sama córka Hekate przysiadła koło niej i Willa uważnie obserwując ich zajęcie. Mając chwilę dla siebie zacząłem uważnie dekorować dwa trzymające się za ręce ludki, przy czym po jakimś czasie jeden z nich powoli zaczął przypominać Jillian, a gdy zabrałem się za drugi z mojej dłoni już po chwili zniknął pojemnik z lukrem, a ja spojrzałem w szare oczy Jillian.
Przez chwilę wpatrywaliśmy się w sobie w oczy, a ja poczułem się najszczęśliwszym mężczyzną we wszechświecie, świąteczna elfka po chwili odepchnęła mnie lekko i ona sama wzięła się za dekorowanie mojej podobizny. Nie byłem zbyt zdziwiony faktem, że jej moja podobizna, jaką stworzyła była wręcz moim lustrzanym odbiciem.
- Czyżbyś potajemni się we mnie kochała? – Szepnąłem jej na ucho.
Jak zwykle oberwałem od niej łokciem w brzuch i spiorunowała mnie wzrokiem, ale nie odsunęła się ode mnie, ani nie obraziła swoim ostrym języczkiem, a jedynie ostrożnie osunęła cukiernicze i odwróciła się w moją stronę.
Znieruchomiałem, bojąc się zniszczyć tą piękną chwilę, a w jej oczach nie było już ironia czy sarkazm, ale coś ciepłego, co w ostatnim czasie często widziałem, gdy patrzyła na mnie. Zbliżyła się nieco do mnie, a ja jak zaczarowany stałem i pozwalałem jej na wszystko, byle tylko ta magiczna chwila nigdy nie zniknęła.
Oparła swoje dłonie na moich ramionach i choć jej dłonie były pokiereszowane przez bójki i ćwiczenia, w ogóle nie zwracałem na to uwagi tylko wgapiałem się jak głupi w jej nieco wąskie usta pragnąc poczuć ich smak na swoich.
Serce zaczęło bić mi szybciej, gdy powoli zaczęła zbliżać swoją twarz do mojej, a po chwili poczułem na swoich ustach jej miękkie i nieco chłodne usta, odruchowo objąłem ją w tali i przycisnąłem mocniej do swojego ciała, ale tym samym sprawiłem, że Jillian od razu ode mnie odskoczyła i triumfem odwróciła się w stronę Willa i Maggie.
- Wisicie mi trzydzieści drach!
Mówiąc to całkowicie mnie zignorowała, a ja podniosłem głowę do góry i zmówiłem podziękowanie do bogów na olimpie, ponieważ to był prawdziwy bożonarodzeniowy cud i nawet nie przejąłem się, że jej pocałunek był spowodowany przez zakład, ważne było dla mnie jedynie, ze te święta były w tej chwili jednymi z moich najlepszych.
- Leo cię szuka, Jill – usłyszałem cichy głos i wszyscy w kuchni odwróciliśmy się w stronę stojących w progu kuchni chłopaków.
Nico od razu wbił wzrok w swoją wielką miłość, która od razu zapomniała o torturach, jakie wcześniej wyrządzała miniaturowej Annabeth. Natomiast syn Tanatosa (trzeba dodać, że z Nico stali się prawdziwymi kompanami) wbił wzrok w Maggie, która nagle wydała się zainteresowana miniaturowym mną spalanym się w ogniu, w najgorszym i najgłębszym zakamarku Tartaru.
- Jego też tak załatwili? – Spytałem.
Chłopcy przytaknęli.
- Właściwie nadal świruje, a wszystko inne ma w nosie – wyjaśnił Nico.
Doskonale wiedziałem, o czym mówi syn Hadesa. Prawdą było, że syn Hefajstosa, który wrócił z ostatniej misji stał się dziwnie poważny i cały czas coś majstruje mamrocząc jakieś imię pod nosem z niezwykłą czułością, chyba chodziło o jakąś Kalipso. Wszyscy jego najbliżsi przyjaciele się o niego martwili, ale Percy zapewnił wszystkich, że Leo musi to zrobić.
Co dziwne syn Posejdona (Percy) wydawał się bezbłędnie rozumieć, o czym bredził syn Hefajstosa.
- Pan D ma być świętym Mikołajem! – Wybuchła nagle Maggie.
W pomieszczeniu zapanowała cisza.
- Ryan tym razem masz moje pozwolenie na wzięcie aparatu – oznajmiła Jill. – Te święta jednak nie będą najgorsze – stwierdziła.
Spojrzała prosto w moje oczy i uśmiechnęła się szeroko, a ja miałem pewność, że nie chodziło jej tylko o rolę, jaką ma odegrać dyrektor obozu. Gdy wszyscy wdali się w dyskusję na temat, tego czy Maggie się coś nie pomyliło, ja nachyliłem się w stronę swojej dziewczyny i złożyłem delikatny pocałunek na jej szyj.
- Zachowuj się – mówiąc to walnęła mnie w brzuch, ale jej rozbawienie było wyczuwalne w głosie.
Zanim zdążyła uwolnić się z moich ramion, mogłem po raz kolejny zachwycić się jak pięknie moja Jillian pachniała, a zapachu burzy, słońca i syropu klonowego od zawsze stały się tym, co będzie mi się z nią kojarzyć.
Nasze usta ponownie dzisiejszego dnia się spotkały.
Naprawdę kochałem Jillian całym sercem.
Dlatego wiedziałem już teraz, że moje święta są udane, więc mogę jedynie wam życzyć tego samego.

Wesołych Świąt!