KRÓTKIE INFORMACJE:
--> UWAGA! Aby nie pogubić się "kto kim jest?" dodałam specjalną podstronę dla osób nie czytających "Percy Jacksona i Bogów Olimpijskich" - na TEJ podstronie będę powoli dodawała postacie z książek R. Riordana.
--> Rozdział 2: 10% (pisany)
--> W "Dziale Ocen i Recenzji" z "Katalogu Euforii" pojawiła się ocena mojego bloga!
--> W "Recenzowisko" pojawiła się ocena mojego bloga!
To na tyle, oczywiście dziękuje wszystkim za komentarze, które jak doskonale pewnie wiecie (sami piszecie blogi, na które wpadam z przyjemnością) naprawdę motywują!

Zaktualizowane dnia: 27.09

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 1

Przede wszystkim, gorąco dziękuje, mojej nowej becie - Oli Birut - za jej cudowną pomoc! Stokroć dziękuje!
Ponieważ ostatnio wiele osób, chciało się dowiedzieć czegoś o matce Jill - Melindzie z prologu - postanowiłam, od tego rozdziału, dodawać wpisy z jej pamiętników. Lecz nie będą one chronologiczne.
Kolejna sprawa, to zmiana sposobu pisania. Nie będzie już perspektyw i wydaje mi się, że tak będzie dużo lepiej - sami z resztą zobaczycie i ocenicie :)
Nie przedłużając dłużej niż to konieczne, zapraszam Was do czytania!
Miłej lektury :3

ROZDZIAŁ 1
„Uwielbiam taką wersję przyjęć herbacianych […]”
7 października 1994 roku
Drogi Pamiętniczku!

Muszę je obronić. 
Taka jest moja ostateczna decyzja, bo choć nadal nie znam płci dziecka, które się we mnie rozwija, to i tak je kocham. Według Eola, jeśli urodzi się nam córka, powinna być odzwierciedleniem mnie, ponieważ, jak powiedział, tylko wtedy byłaby najpiękniejszą dziewczynką na świecie. Poczułam się wtedy niesamowicie szczęśliwa, ponieważ nie pamiętam, kiedy ostatnio słyszałam coś równie miłego z jego strony.
Niestety, dzisiaj odwiedziły mnie Mojry, by powiedzieć, jaka przyszłość czeka moje jeszcze nienarodzone dziecko.
Nie chcę, aby walczyło. Bo która matka pozwoliłaby swojej pociesze zmierzyć się z nadchodzącą wojną?
Chcę dla niego normalnego dzieciństwa.
Zrobię wszystko, aby moje pragnienie się spełniło!
Nawet, jeśli będzie oznaczało to odejście od Eola i złamanie mojego, już zrozpaczonego serca, zrobię to.
Melinda
(z prywatnych pamiętników harpii Melindy Taylor)



Gdy tylko Jill wysiadła z campera, ogłuszył ją ryk rozentuzjazmowanego tłumu. Szczerze zdziwiła się, że tyle osób przyszło posłuchać koncertu, na którym grał zespół jej przyjaciół. Rozglądając się po odgrodzonym terenie dla wykonawców, których było całkiem sporo, chłonęła wzrokiem wszystko, ale jej uwagę szczególnie przykuły inne kapele. Większość z ich nazw nic jej nie mówiła, ale nie przejmowała się tym. Wystarczyło, że słuchała skowytu swoich przyjaciół. Naprawdę, sam fakt, iż po ich próbach uśmiechała się i mogła pochwalić się swoją niemalże anielską cierpliwością (w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu) był z pewnością niezbyt doceniony, a ona zasługiwała na miejsce pierwszej klasy w niebie, a jedyną rzeczą, która ciągle zatrzymywała ją w opuszczeniu tego zespołu, była możliwość zarobienia sobie trochę gotówki. 
Naprawdę, sto razy bardziej od Rock’n’rolla wolała Jazz, z czego śmiali się członkowie „zespołu”. Całe szczęście, że wakacje trwają tylko dwa miesiące.
— Czy to nie jest wspaniałe? — spytała Kayla stojąca tuż za nią.
Kiedy Jill się odwróciła, ujrzała zarumienioną twarz swojej przyjaciółki. Lśniące czystą radością oczy Kayli miały najpiękniejsze tęczówki ze wszystkich, jakie kiedykolwiek widziała. Były w odcieniu mchu i pięknie komponowały się z jasnobrązowymi włosami dziewczyny, a miedziana skóra na jej policzkach przybrała teraz lekko różową barwę.
— Jasne… — mruknęła mało entuzjastycznie.
Zerkając kątem oka na ich brązowy, nieco zardzewiały camper, ujrzała trójkę chłopców, którzy razem z Kaylą nazywali siebie „zespołem”, ale to, co tworzyli, zdaniem Jill było bardziej kocim wyciem niż muzyką. Dwójka z nich właśnie próbowała wyciągnąć przez za wąskie drzwi wózek inwalidzki wraz z wrzeszczącym na nich trzecim chłopakiem… Idioci.
Nie miała jednak zamiaru zauważać, że powinni najpierw wynieść wózek, a dopiero później Marcusa, bo jaki miałoby to sens? Ci chłopcy zawsze wiedzieli lepiej. Poza tym, Pixie (serio, przyrodni brat Kayly naprawdę się tak nazywał) zawsze gdy Jill coś mówiła, wyglądał, jakby bał się, że zaraz go zabije. Z tego co słyszała od swojej kumpeli, chłopak, z obawy, że jego niedoszła morderczyni postanowi spełnić swoją groźbę odnośnie kastracji, prosi siostrę, aby sprawdziła jego szafę jak również przyjrzała się ciemnościom pod jego łóżkiem, gdyż obawia się, że ona – Jill – czai się tam na niego z tasakiem. 
Ale dajcie spokój! Tylko czasami (no może trochę częściej), gdy się wścieknie i nerwy puszczać, bo argumentów na swoją rację  zabrakło, zdarza się jej pogrozić komuś tą „chirurgiczną operacją”.
Ale kto normalny, po tym gdy się upiła i obudziła obok Pixie’ego, nie groziłby Wróżce kastracją, jeżeli okaże się, że ją wykorzystał. Od tamtej pory chłopak blednieje na jej widok, a nawet zaczął nosić ochraniacz na swoje klejnoty i mamrotał coś ostatnio o zakupie paralizatora. Pixie był stuknięty.
Czarnowłosy chłopak przeklął pod nosem, gdy koło wózka Marcusa spadło na jego stopę. Była to jego pierwsza oznaka życia od dłuższego czasu. Z tą swoją biała twarzą i sińcami pod oczami Nico właściwie przypominał trochę trupa. Po prostu samoistnie nasuwała się myśl o ćpunie. Jak się jednak okazało, chłopak zarywał noce, aby poflirtować z „panem Tajemniczym” przez komunikator internetowy. Nie od dzisiaj było wielką tajemnicą, że Nico jest gejem.
— Kayla, gdzie masz swoje kule?! Gdzie jest moja gitara?! 
Ignorując panikarza (czytaj: Wróżkę), Jill oddaliła się od tej zwariowanej bandy dziwaków, aby zająć się swoim zadanie w tym zespole. Udając się w stronę sceny, wyjęła z kieszeni swoją przepustkę, by dogadać się z ochroniarzami w sprawie występu jej przyjaciół.

*** *** ***

— Rock’n’roll! – pisnęła radośnie kobieta. Jej czarne włosy z czerwonymi pasemkami, były rozpuszczone, zaś czerwone tęczówki zalśniły z oczekiwania. Mocny makijaż podkreślał ostre rysy. Jako prawdziwa rockmanka (za taką miała uchodzić) ozdobiła swoją twarz „ciężkim żelazem”, czyli masą kolczyków w różnych miejscach. Ubrana była w obcisłą, czarną skórę, która więcej odkrywała, niż zakrywała. Na skórze były widać skomplikowane wzory tatuaży.
— Afrii, czy naprawdę musiałaś się tak ubrać?
Kobieta sapnęła, przerzuciła swoje czarne włosy za ramię i wbiła swoje dziwne tęczówki w stojącego koło niej, mrocznie wyglądającego mężczyznę. Każdy, kto by go zobaczył, od razu zdawał sobie sprawę, że z pewnością ma bogatą kartotekę kryminalną. 
— Coś Ci się nie podoba? — mruknęła.
Ares spojrzał na jej piersi, które nagle stały się o dwa rozmiary większe. Uśmiechnął się, a blizny, zapewne zdobył w trakcie paru bijatyk, którymi była przyozdobiona twarz, stały się wyraźniejsze i nadały mu jeszcze bardziej demonicznego wyglądu.
— Co powiesz na bliższe zapoznanie się, ślicznotko?
Kobieta zachichotała i już miała wyrazić swoją zgodę, gdy koło nich ktoś odchrząknął.
— Widzę, że świetnie się bawisz, bracie.
Afrodyta, wyraźnie niezrażona, machnęła dłonią na swojego męża, krzywiąc się na widok tego pracoholika. Bynajmniej, nie zamierzała mu się teraz tłumaczyć. Ignorując wyższego od siebie mężczyznę w stroju kowala opierającego się o laskę, oznajmiła słodko, chcąc zniknąć stąd jak najszybciej:
— Hmm… Zobaczyłam kogoś znajomego, to chyba moja córka… Co też Drew tutaj robi?
Gdy bogini miłości oddaliła się od dwóch mężczyzn, idąc przed tłum spoconych i radosnych ludzi, ten z bliznami zachichotał, spoglądając na słodki tyłeczek jego randki.
— Jestem zaskoczony, widząc cię tutaj, Hefajstosie — powiedział i spojrzał na swojego brata, który, kulejąc, zbliżył się do niego.  
— Co się dzieje? — spytał, przeczuwając coś złego.
— Są podejrzenia, że syn Metydy się urodził. 
Ares syknął ze złości. Najwidoczniej nadchodziła kolejna wojna. Jakby ta z Tytanami nie była najgorsza! Natychmiast spytał:
— Co planuje Zeus?
— Narada — oznajmił krótko Hefajstos. — Podobno w powietrzu wisi bunt. Nie tylko Telliexus poszukuje artefaktu — To nie wróżyło nic dobrego.
— Ja… zastanawiam się nad rozwodem — powiedział nieoczekiwanie Hefajstos. — Nie chce stać nad waszym szczęściem. Szczególnie, że, według matki, ranię nie tylko was, ale i siebie.
Mężczyzna był wyraźnie zdumiony słowami brata. Z niedowierzaniem spytał:
— Nasza zimnokrwista, egoistyczna i wiecznie w stanie „napięcia przedmiesiączkowego” matka, powiedziała coś takiego? – spytał i zagwizdał z uznaniem. Hefajstos nie odpowiedział, bo w tej chwili koło nich pojawiła się niska, piętnastoletnia dziewczyna o lekko skośnych szarych oczach i z burzą krótkich ciemnoczekoladowych włosów.
— Co ci się stało, Afrii, że zmieniłaś wygląd? — spytał zdumiony jej wyglądem Ares. — Znów spotkałaś tego rudowłosego mieszańca?
Dziewczyna prychnęła i powiedziała, lekko wyniosłym głosem:
— Nie nazywaj tak mojego ulubieńca!
Usta Hefajstosa wygięły się w uśmiech, gdy spoglądał z rozbawieniem, jak jego brat próbuje przeprosić Afrodytę, która natychmiast przeistoczyła się w czarnowłosą piękność i przeniosła się na Olimp. Bóg Kowalstwa sam również się przeniósł, nie zważając na to, że jest na widoku. Dzięki mgle śmiertelnicy nie mogli zauważyć nic nadzwyczajnego, a nawet jeśli, to i tak nigdy w coś takiego nie uwierzą.

*** *** ***

Przechadzając się między ogarniętymi euforią ludźmi, Ryan O’Connall nie zwracał szczególnej uwagi ani na muzykę, ani na treść piosenek, które rozbrzmiewały wokół niego. Miał coś pilniejszego do załatwienia, coś, na co czekał już kilkanaście długich lat (choć wcale niesamotnych). 
Czerwonowłosy chłopak uśmiechnął się szeroko na widok piętnastoletniej dziewczyny zatrzymującej się obok dwóch mężczyzn. Zawsze gdy widział boginię miłości, podnosiło go to na duchu, bo ilekroć na nią patrzył, zmieniała się w jego wybrankę. Działo się to machinalnie, a samej Afrodycie to raczej nie przeszkadzało, ponieważ przez tyle stuleci z pewnością się już do tego przyzwyczaiła.
 Z zamyślenia wyrwał go nagły wrzask publiki, a spojrzawszy w stronę sceny, ujrzał znajomo wyglądający zespół. Uśmiech stał się dużo szerszy i mówił więcej niż tysiąc słów. W końcu ją odnalazł i choć Jillian Vivienne Taylor nie będzie wiedziała, co ją zaatakowało, będzie już za późno. 
Bo przed miłością nie ma ucieczki.

*** *** ***

Jill, stojąc oko w oko z kobietą-ptak, zastanawiała się, jak doszło do tego spotkania.
Po pierwsze, wcale nie powinna tu przyjeżdżać  ze swoimi przyjaciółmi, nawet dla gotówki. Po drugie, nie musiała schodzić ze sceny, bo zachciało się jej czekoladowych pączków (nawet jeśli ma wielką słabość do czekolady). Po trzecie, jeśli już zeszła, to głupotą było udanie się w stronę nawołującego ją obcego głosu.  Sama była sobie winna, ale, na szczęście, była już przyzwyczajona do widoku takich potworów. Pokazała jej środkowy palec  i zagadnęła słodko:
- Czy to zaproszenie na herbatkę?
Potwór wrzasnął i rzucił się na nią. Ledwie co udało jej się odskoczyć, lecz nagły ból w ręce podpowiedział jej, że nie był to zbyt udany unik. Była zadowolona z jednego faktu – nie musiała martwić się o innych – gdyż jej przyjaciele znajdowali się teraz na parkingu, gdzie stały campery zespołów muzycznych. Właściwie to Jill naprawdę ucieszyła się z tej walki. Uwolni trochę energii buzującej w jej ciele, choć inni to upodobanie określali jako ADHD.
Potwór zaskrzeczał przeraźliwie. Kobieta-ptak wyprostowała swoje długie palce, które zmieniły się w szpony. Jill wykrzywiła z pogardą usta i pozwoliła sobie na prychnięcie.
— Uwielbiam taką wersję przyjęć herbacianych — stwierdziła. 
Prostując swoją dłoń, pozwoliła jej również się przemienić. Palce teraz wyglądem przypominały te, należące do harpii. Jednak potwór tego nie zauważył, myśląc, że ma przed sobą bezbronną śmiertelniczkę.  Kobieta-ptak wyprostowała swoje ramiona i nagle podskoczyła, a pióra wzdłuż jej ramion zafalowały pod wpływem nagłego ruch skrzydłem. 
Jill odskoczyła i zamachnęła się ramieniem, ale syknęła z bólu. Jej dłoń była jeszcze bardziej zadrapana niż wcześniej. Pocieszyła się, gdy potwór również wydał bolesny jęk. To tylko jeszcze bardziej rozzłościło obydwie kobiety. Patrząc na siebie z nienawiścią, zastanawiały się, jak najlepiej  to zakończyć. 
Kobieta-ptak unosiła się kilka centymetrów nad ziemią i znów zmierzała się w jej stronę, więc szarooka rozstawiła szeroko nogi. Szykując się do uniku i jednocześnie do zadana śmiertelnego ciosu, usłyszała nagle znajomy głos.
— Padnij!!!
Komenda nadleciała w tej samej chwili, co harpia. Lecz Jill – jak zwykle – nie miała zamiaru rezygnować z dobrej walki i zamiast upaść posłusznie na ziemię, nadal stała. Po prostu taka była. Jill już zamachiwała się rękami, by zasłonić się przed nadlatującym potworem, lecz ,gdy już udało jej się wbić pazury w pierś kobiety, coś przebiło jej  lewe ramię.
Czując przeraźliwe pieczenie i jednocześnie słysząc pełen agonii wrzask potwora, szarooka spojrzała na przechodzący przez jej ramię miecz, który również przebił pierś skrzydlatego monstrum. Oglądnęła się do tyłu i ujrzała błysk przerażenia w ciemnych oczach Nico di Angelo.
Jednak było trzeba jej upaść.
Kobieta-ptak zamieniła się w pył.
— Cholera, Jill!
Wyciągając miecz z jej ramienia i zadając jej jeszcze więcej bólu, czego jedynym znakiem było ciche jęknięcie Jill, szybko ją złapał, zanim zdążyła upaść. Przyglądając się jego bladej twarzy, Jill zapisała sobie w pamięci, aby spytać, skąd wziął taką odjazdową broń.
Ktoś biegł w ich stronę, choć dźwięk charakterystycznego tętentu końskich kopyt na podłożu, był naprawdę dziwny. Uznała to za majaki z powodu bólu. Bo jak inaczej mogłaby wytłumaczyć, że Marcus zamienił się w pół konia, Kayla ma kopyta zamiast stóp i owłosiony tyłek, zaś Pixie ma wielgachne rogi na głowie, skórę w kolorze krwi i złote oczy.
To nie było normalne.
Po tej myśli straciła przytomność.

*** *** ***

Obudził ją dźwięk wody spuszczanej w sedesie i chrapanie Pixie’ego. Otworzyła zmęczone oczy i skrzywiła się z powodu bólu głowy, który nie był w najmniejszym stopniu tak bolesny, jak niemal zdrętwiałe i rozpalone prawdziwym ogniem ramię.
Ujrzawszy po przebudzeniu beżowy sufit, zdała sobie sprawę, że znajduje się w camperze. Co również tłumaczyło, dlaczego leżała na miękkim materacu, przykryta kocem w niebiesko-czerwone wzory. Odwróciła głowę na bok, starając się nią nie ruszać i rozejrzała się po wnętrzu pojazdu. 
To nie mała kuchnia składająca się z trzech zielonych szafek, mikrofali, kuchenki i żółtej mini lodówki, ani nie stół z krzesłami zwrócił jej uwagę. Przód campera, gdzie przed kierownicą siedział chrapiący Pixie, również nie wzbudził jej zainteresowania. Były to natomiast uchylone drzwi do łazienki, z których dochodziło ją ciche mruczenie męskiego, nieznajomego głosu.
Podnosząc się powoli na zdrowym ramieniu, powstrzymała jęk. Zastanawiała się, czy da radę znokautować nieznajomego, lecz ten już otworzył drzwi i ich oczy natychmiast się spotkały. Chłopak zacmokał na widok jej miny i szeroko się uśmiechnął. Miał dziwaczne dwukolorowe tęczówki, lewa była w kolorze granatowym, zaś prawa w pięknym odcieniu błękitu, a wokół źrenicy wyrózniał się złoty pierścień.
Rude kosmyki mocno czerwonych włosów opadały mu na czoło, były lekko przydługie i sięgały mu do podbródka. Miały zaledwie kilka centymetrów mniej jej ciemnoczekoladowych kołtunów. Na głowie nosił czarną czapkę z jakąś nieznaną nazwą.
Mrużąc oczy, napięła każdy mięsień swojego ciała, będąc gotową na odparowanie ataku.
—Świetnie! — skwitował chłopak, jakby doskonale zdając sobie sprawę z przebiegu jej myśli. — To, co powiesz na ślub w Las Vegas? Tam najszybciej to idzie — wyznał.
Mrugając oczami, Jill zastanawiała się co za wariata (już kolejnego) ma przed sobą. Nie dała jednak tego poznać po sobie i już zaczęła prostować zdrową dłoń, mając nadzieje, że i tym razem uda jej się ją przemienić. Nie zawsze jej to wychodziło. Nie zawsze, to na przykład teraz. Mając nadzieje, że chłopak nie jest jakiś mutantem-potworem, czy czymś, już w myślach wykonywała różne ruchy i szukała najlepszego sposobu, na powalenie nieznajomego i znokautowanie go. Nawet jeżeli oznaczałoby to niehonorowe zagrywki, w których byłą niemal mistrzynią.
— Chcesz standardową białą suknie? — spytał, na powrót skupiając na sobie jej uwagę. — Chociaż myślę, że jakiś mocny kolor lepiej by do ciebie pasował , pani O’Connall, i…
— Chwila! – przerwała mu gwałtownie Jill, zastanawiając się, o czym on bredzi. — Jaka znów pani O’Connall? Mam piętnaście lat! Nie jestem nawet-
— Ach! Wybacz — chłopak lekko się zarumienił, co ją zaskoczyło. — Zapomniałem, że musimy poczekać do twoich szesnastych urodzin. Już załatwiłem pozwolenie — dodał z zadowoleniem.
To był wariat. Absolutny wariat.
— Posłuchaj koleś — zaczęła i poczuła dziwny ucisk w podbrzuszu na widok jego szczerego uśmiechu. — Nie znam cię, a pomysł na „to”, i domyślam się, co masz na myśli, nigdy się nie urzeczywistni, więc zejdź z marzeń i-
— Ach, no tak… Trochę jednak wybiegłem w przyszłość. Często mi się to zdarza— mówiąc to uśmiechnął się, jak zwykle szeroko odsłaniając swoje białe przednie uzębienie. — Niedługo zjawi się Maggie, więc odpoczywaj, a ja pogadam z twoimi przyjaciółmi.
Po czym, ignorując jej mordercze spojrzenie i ciche pomruki ostrzeżeń przed kastracją, chłopak wyszedł z pojazdu, zostawiając ją samą ze swoimi myślami. Dostrzegła wówczas wpatrzone w siebie czekoladowe tęczówki Pixie’ego. Żadne z nich się nie odezwało, lecz po chwili chłopak uśmiechnął się nieco z przymusem.
— Od dziecka bałem się harpii.
Nie wiedząc, co chłopak ma na myśli, tylko wzruszyła obojętnie ramionami, a lewe natychmiast dało o sobie znak, nową porcją potwornego bólu. Wzdychając ciężko i zagryzając wnętrze policzka, starała się nie rozpłakać. Z jakiegoś powodu, ta rana bolała dużo bardziej niż jakakolwiek inna.
Kładąc się na materacu, cicho zatęskniła za rudowłosym chłopakiem, który swoim szaleńcem odsuwał jej myśli od bólu i analizowaniu tego, czego była świadkiem. Nie miała wątpliwości co do tego, iż jej przyjaciele mieli przed nią sekrety, ale jednocześnie musiała przyznać, że i ona nie była z nimi do końca szczera, więc czy łącząca ich więź była prawdziwa?
Musiała być.

28 komentarzy:

  1. "Po prostu samoistnie nasuwała się myśl o ćpunie."
    Noż kurna, twoje opowiadanie jest lepsze niż cokolwiek innego! XD
    "—Świetnie! — skwitował chłopak, jakby doskonale zdając sobie sprawę z przebiegu jej myśli. — To, co powiesz na ślub w Las Vegas? Tam najszybciej to idzie — wyznał."
    *kłania ci się* Bądź moim bogiem w kwestii opowiadań! *^* Pierwszy rozdział nowy i ten stary tak bardzo się różnią, na plus. Oczywiście ryj mi się szerzył na widok Ryana, kocham. I ten pomysł z tym pamiętnikiem mamy Jill-świetne!
    Jak zwykle nie umiem pisać dobrego, długiego komentarza. Kha. Życzę weny zatem i powodzenia w życiu!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że oczywiście rozdział jest genialny! *0*
      Skleroza nie boli, ale jest bezlitosna.

      Usuń
    2. Dziękuje ślicznie! :3
      Ale sama przyznaj, że sińce pod oczami Nico są dwuznaczne! :D
      Po prostu mam dziwne poczucie humoru, lecz jak widzę przypadło Ci do gustu ^w^
      Wiem, że rozdział obecny a stary się różną. W dużej mierzy to zasługa mojej bety - mojego anioła stróża! - która naprawdę wiele mi pomogła :)
      Pomysł na pamiętnik wpadł mi do głowy, gdy czytałam "Psi i Zmiennokształtni" i pomyślałam, że skoro wszyscy chcą coś o Melindzie, to czemu by nie?
      Jeszcze raz mocno dziękuje! Ja też się uśmiecham a'la Ryan, gdy czytam Twój komentarz :D
      Moim zdaniem Twój komentarz jest idealny! Fenomenalny, szczery i apolliński! :D
      Dla mnie długość nie ma znaczenia (Oj! Tak dwuznacznie, dwuznacznie!).
      Jeszcze raz dziękuje i Bussis! :3

      Usuń
  2. muszę wyznać, że teraz trudno mi skomentować rozdział, bo znam go na wylot :), więc tak właściwie patrzyłam, czym różni się od wersji sprawdzonej :) niewiele się różni (i masz szczęście :D)
    rozdział super i naprawdę bardzo mi się podoba pomysł z pamiętnikiem Melindy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Nie spodziewałam się, że skomentujesz, bo jak wspominałaś znasz rozdział na wylot :D Skoro skomentowałaś, to napisze jeszcze raz "bardzo dziękuje!"
      Cała szczęście, że zmieniłam nie więcej niż z trzy słowa! Uff! :D
      Połowę mojej zasługi zawdzięczam Tobie - jeszcze raz dzięki!
      Ulżyło mi, że póki co, pomysł z pamiętnikiem Melindy jest dobrze odbierany :3
      Dziękuje za Twój fenomenalny i apolliński komentarz - właśnie! Dziękuje również za Twoją apollińską pomoc! :D
      Bussis! :3

      Usuń
  3. Jeśli mogę. Zauważyłam, że lubisz budować potwornie długie zdania. "Naprawdę, sam fakt, iż po ich próbach uśmiechała się i mogła pochwalić się swoją niemalże anielską cierpliwością (w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu) był z pewnością niezbyt doceniony, a ona zasługiwała na miejsce pierwszej klasy w niebie, a jedyną rzeczą, która ciągle zatrzymywała ją w opuszczeniu tego zespołu, była możliwość zarobienia sobie trochę gotówki." Tasiemiec. *.* Można by to bez problemu rozbić na dwa krótsze. "Naprawdę, sam fakt, iż po ich próbach uśmiechała się i mogła pochwalić się swoją niemalże anielską cierpliwością (w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu) był z pewnością niezbyt doceniony. Zasługiwała na miejsce pierwszej klasy w niebie, a jedyną rzeczą, która ciągle zatrzymywała ją w opuszczeniu tego zespołu, była możliwość zarobienia sobie trochę gotówki."
    Może się czepiam, ale nie cierpię takich tasiemców. Potem zatraca się sens zdania. :-/
    A teraz się zaleję cię ekscytacją, więc weź lepiej parasol. :D
    Jill jest taka bezbłędna i szczera aż mam ochotę ją przytulic (pewnie by mi za to walnęła, ale co tam). Mam pewne przeczucie, że wokół niej będzie masa zamieszania (nie tylko tej bogowej). Po prostu oba ma coś takiego w sobie co krzyczy "Kłopoty". ;) I już ją za to lubię.
    I fajnych Jill sobie dobrała przyjaciół. Armia zbawienia wszechświata. Centaur, satyr, syn Boga Podziemi i gość z czerwonym zadem. ^^ + jedna harpio-heroska i gość z rudymi kłaczkami z syndromem zdesperowanego wyrzutka.
    Nic dodać nic ująć.
    Być może Ryan to wariat, ale pozytywny wariat. Odebrałam go jako całkiem dobrze zapowiadający się bohater.
    Ale Pixie (piękne to imię :* ) mnie rozwalił z tym ostatnim tekstem. "Od dziecka bałem się harpii." Myślałam, że padnę. Skąd ty bierzesz takie teksty i wiesz kiedy je wtrącić? (zdradź, choć rąbek tajemnicy).
    I ten z herbatką Jill też był boski. •.• Kocham i podziwiam.
    Co do bogów... Świetnie ich wykreowałaś, na takich żywych z krwi i kości, a nie wielkich władczych, egoistycznych kolosów z Olimpu. Kiedyś lubiłam mitologie, ale teraz niewiele już pamiętam z niej. Ale uświadomiłaś mi jedną rzecz. Afrodyta nie jest żoną Aresa. xD Czy tylko ja mogę z czymś takim wyskoczyć... Zapewne. Zapomnij, że to powiedziałam (napisałam). Alakazam. :P
    Jestem ciekawa dalszego rozwoju wypadków (i jak rozkwitnie jednostronny romans pomiędzy Jill i Ryanem :-)
    Wyczekuje na 2 rozdział!
    Utop się w wenie.
    Pozdrawiam, Alessa :*
    PS Zapraszam również do siebie: http://we-die-through-the-whole-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko O.o Ale długaśny! Od kiedy ja zaczęłam takie pisać? Mam nadzieję, że cię nie zanudziłam moim wywodem ;P

      Usuń
    2. Wiem! Mam z nimi problem :C Staram się, jak mogę, ale to nie jest takie łatwe.
      To taki zły nawyk, jak palenie papierosów (choć jestem nie paląca!).
      Skorzystam z Twojej sugestii i poprawię to zdanie! Bardzo dziękuje! ^w^
      Mam ładny parasol... Taki w tęczę! :3
      Ha! Idealnie opisałaś Jill. Oj będzie i to nie mała, zważywszy (chociażby) na to kim jest z pochodzenia. (I właśnie zdałam sobie sprawę, że to wszystko już wypaplałam w pierwszym rozdziale - po prostu bomba! >-<).
      "Gość z czerwonym sadkiem" powala! :D Uwielbiam te Twoje przezwiska! Bo "Armia Zbawienia" (którą za każdym razem czytałam, jako "Armin Zbawienia") również jest boska!
      Ryan jest... Cóż, nieodłącznym synem swojego ojca :D
      Poza tym O'Connall jest najbardziej optymistyczna postacią w całym moim opowiadaniu!
      Pixie... Wyznam, że od momentu kiedy go stworzyłam, chciałam go nazwać Wróźką.
      Zadałaś mi trudne pytanie. Bo jeżeli chodzi o dialogi, to zawsze staram się w nie wcisnąć coś ze swojego dziwnego poczucia humoru. Wszystko zależy od tego, jak bohater się czuje i jaki ma charakter. Jejku... Nie potrafię tego wytłumaczyć. Mam wielką wyobraźnie i moi bohaterowie "żyją" w mojej głowie. Dużo ciężej jest, jeżeli chodzi o bohaterów z kanionu. Wtedy naprawdę trudno!
      Dziękuje, że tak to widzisz. Tak chciałam ich przedstawić, a dokładniej rzecz ujmując, ich ludzką stronę. Nie martw się! Ja mam dużo gorsze wpadki :) Chociaż Twoje słowa zastanawiają mnie, czemu Ares i Afrii nie są małżeństwem. W końcu są kochankami, więc to jest dziwne... Bogowie są dziwni.
      Jednostronny? Świetnie podsumowane! :D
      Dziękuje za życzenia! ^w^
      Uwierz mi, nie zanudzisz mnie :3 W momencie, w którym, ja skomentuje na Twoim blogu, zrozumiesz, że Twój komentarz wcale nie był taki długi.
      Dziękuje za cudownie apolliński komentarz!
      Bussis! :3

      Usuń
  4. Co ja tu za zmiany widzę? Narracja trzecioosobowa, oraz dodatkowe wyrywki z pamiętnika Melindy...
    Widzę, że odrobinę się pozmieniało ;) Jill i kapela rockowa? To do siebie jakoś tak nie pasuje. Sama bohaterka przyznała, że woli jazz. W każdym razie to zawsze jakaś ciekawa odmiana.
    Ares *-* doskonale go wymyśliłaś i opisałaś. Mimo to, kiedy pojawił się Hefajstos od razu zrobiło mi się jakoś tak smutno. Zawsze jego historia była dla mnie przygnębiająca :(
    Nie była byś sobą, gdybyś nie zaserwowała nam jakiejś akcji, więc na koncercie pojawia się drapieżna harpia. Nasza Jill ponownie daje popis swoich umiejętności i oczywiście jest tak uparta, że ja nie mogę. Myślę, jednak, że to własnie to czyni ją ciekawa, choć momentami irytującą bohaterką.
    Zaskoczyło mnie, Że już teraz pojawił się Nico i ze razem z Jillian znali się od dłuższego czasu. Ze też Jill nie zauważyła w zachowaniu swoich kompanów niczego podejrzanego. Najwyraźniej nieźle się ze wszystkim kryli :)
    W każdym razie... ja chce taki miecz! Gdzie mogę go kupić? Skądkolwiek Nico go wziął, zabił nim harpię a więc dobrze mieć coś, co uśmierca mitologiczne stwory.
    Pojawia się nasz kochany Ryan i... odradzałabym takiego zabiegu jaki pojawił się, w tym wypadku. Rozumiem jak działa przeznaczenie, ale powtarzanie motywu (którym swoją droga można już rzygać, bo pojawia się praktycznie wszędzie.) w którym jakaś dziewczyna spotyka superchłopaka i od razu zaczyna o nim myśleć, tęsknić za nim (nieważne, czy na głos czy skrycie), a w brzuchu pojawiają się motyle, nie jest najlepszym pomysłem. Wolałam, kiedy Jill brała Ryana w kategorii nowego, nieco dziwacznego znajomego i mam nadzieję, że w tej kwestii nie zboczysz z toru. Odkrywanie, że się kogoś kocha o wiele lepiej prezentuje się w opowiadaniu, niż grom z jasnego nieba i życie przewrócone do góry nogami.
    Dziś tyle ode mnie :( Życzę moorza weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak... Dawno Cię nie było i świat do góry nogami stanął! :D
      Tak, Jill ma za zadanie stać się mniej wkurzająca. Zobaczymy, jak mi i jej to wyjdzie.
      Też tak masz? Ja uwielbiam boga Kowalstwa i też rozpaczam nad jego niedolą. Najpierw matka go wyrzuciła i wyrzekła, później został "obdarowany" niechętną żoną... Po prostu tylko płakać nad tym biedakiem :C Ale, ale, ale! Spokojnie! Mika ma już szalony plan, jak polepszyć mu humor! ^w^
      Idealnie ją podsumowałaś, choć ja mam nadzieje, że już aż tak strasznie nie będzie nikogo irytować, jak w przeszłości.
      To jeszcze zaskoczy Cię, kogo Nico zna... Oj zaskoczy :D
      Musieli. W końcu mają w planach zostać słynną kapelą, więc powinni wydawać się całkowicie ludzcy. Najlepiej jest więc trenować to na kimś komu się ufa, a w razie wpadki wszystko wyjaśnić :D
      W obozie herosów jest zbrojownia i tam można znaleźć wiele ciekawej broni :3 Uhu... Ta harpia nie umarła, za jakieś kilkanaście lat (zależy od jej mocy) powstanie z martwych. Niestety. (Autor książek tak to wymyślił). Ale tym mieczem można zranić nawet bogów!
      Nie masz, co się martwić. Też nie przepadam za takimi historiami. To, że ich losy się splatają i jest między nimi chemia, nie znaczy, że od razu (a przynajmniej Jill) to zaakceptuje. Ona go nie zna i nie ufa. Dodatkowo uważa go za wariata.
      A w życiu! Nie zboczę z toru! To, że zwiększam Jill, nie znaczy, że od razu zrobię z niej napaloną nimfomankę xD
      Jednak to miłe, że tak się o tą historię martwisz :) Dziękuje ^w^
      Dziękuje za Twój apolliński komentarz (był naprawdę cudowny i nie rozumiem tej smutnej minki! Uśmiechaj się!) i wspaniałe życzenia! ^w^
      Bussis! :3

      Usuń
  5. Heja!
    Nominowałam cię do LBA
    Więcej dowiesz się u mnie.
    http://kolejkadoraju.blogspot.com/2015/10/lba-uwierzycie-bo-ja-nadal-nie-wierze.html?m=1
    Ticci

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejo kochana! :3
    No w końcu dotarłam do Ciebie! Jupi! :D
    Jakoś nie mogę przyzwyczaić się, że piszesz z perspektywy trzecioosobowej. Tęsknię za myślami Jill, a przede wszystkim Ryana xD ♥♥♥
    Nie ma to jak ,,miło’’ zacząć dzień xD Hehe. Jill jak zawsze stawia na swoim. Nikogo się nie słucha. Gdyby padła na tą ziemię, to byłaby mniej poszkodowana xD
    No ja wiedziałam, że ten ktoś w łazience to będzie Ryan! A gdybyś widziała, jaki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy okazało się, że to rzeczywiście on! Jak ja go kooocham! ♥♥♥♥♥
    Wybacz, że krótko, ale mam masę zaległości xD
    Z niecierpliwością czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlaczego ja ostatnio na żadnego bloga nie mogę przybyć na czas...? ;(
    Ale mniejsza o to, ważne, że jestem! *skromna* :D
    Powiem Ci, że po przeczytaniu Percy'ego Jacksona, rozumienie tych fragmentów z bogami, przychodzi mi o wiele łatwiej!
    Pixie mnie rozwalił, ale właściwie... mądry chłopak! Też na jego miejscu obawiałabym się Jill.. :D
    Ahhh i zapomniałam wspomnieć, fajny pomysł z tą kartką z pamiętnika na początek! ;)
    "Uwielbiam taką wersję przyjęć herbacianych" No świetne! Jill jak zwykle niesłuchana, bo co jej będzie obcy rozkazywał? :D Szkoda tylko, że przez to oberwała w ramię... :c
    Ryan nie byłby sobą jakby nie gadał o ślubie z Jill! ;)
    Niestety komentarz raczej krótki, ale to przez zmęczenie i łapanie krótkich wolnych chwil... :(

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam mocno! :*
    No i mam nadzieję, że drugi rozdział nadejdzie szybko! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mika przybędę tu wieczorem, nie martw się nie zapomniałam o tobie, teraz lecę krokiety smażyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę mi się przeciągnęło, wybacz wpadłam w wir ćwiczeń na rowerku stacjonarnym i jeśli dobrze liczę to objechałam kulę ziemską pięć razy:)

      List Melindy bardzo wzruszający, współczuję jejDowiedzieć się czegoś takiego zanim dziecko jeszcze przyszło na świat to istny koszmar.
      "Od tamtej pory chłopak blednieje na jej widok, a nawet zaczął nosić ochraniacz na swoje klejnoty i mamrotał coś ostatnio o zakupie paralizatora. Pixie był stuknięty." he he i to jest Jill, którą kocham, choć przyznam szczerze, że wydaje mi się już po tym pierwszym poprawionym rozdziale, ze troszkę spotulniała. Mam rację?
      Śmiać mi się chce z tego pożal się Boże zespołu.
      "Nasza zimnokrwista, egoistyczna i wiecznie w stanie „napięcia przedmiesiączkowego” matka, powiedziała coś takiego?" Mika ubóstwiam cię!
      "Kayla ma kopyta zamiast stóp i owłosiony tyłek" Boże Mika, skąd ci sie to wszytsko bierze. Wiem, ze miliony razy wychwalałam twoją niczym nieograniczoną wyobraźnię, ale powiem to jeszcze raz: jesteś prześwietna i prześmieszna :p
      Ach i jest mój ukochany Dudasek-Rudasek. Oooo i to jeszcze jaki. Taki pewny siebie o odważny. Proszę, proszę jakie zmiany. Ho ho no nie poznaję kolegi :)
      Wybacz niezbyt rozgarnięty komentarz, obiecuję się poprawić przy kolejnym rozdziale, mam nadzieję, że szybko coś dodasz. Paaaa :****
      http://nauczysz-sie-mnie.blogspot.com/

      Usuń
  9. Veni, vidi, vici... Nie wiem jeszcze jak po łacinie napisać skomentowałam, więc ostatnie słówko nie jest trafne :D Chociaż można powiedzieć, że zdobyłaś moje uznanie... Tak, wtedy mniej więcej by pasowało.
    OK, przepraszam za takie opóźnienie, ale nic nie poradzę.
    Wiem, powinna cię wychwalać za taką cudowną Jill (odmienioną, ale na lepsze (nie wiedziałam, że to możliwe)) i mojego boskiego Ryana. Ale muszę coś najpierw innego napisać: jest Nico! Na początku nie mogłam uwierzyć, że pracuje w jakiejkolwiek grupie. I to jeszcze naśladującej zespół muzyczny, przecież on nie lubi obcych ludzi, a tym bardziej takiego tłumu. Więc na początku nie byłam pewna w 100%, że to on, ale kiedy zabił tego potwora, automatycznie: Mój Nico!
    Będziesz musiała znosić takie zachowanie przez jakiś czas, bo wciąż mam na niego fazę i to mój ukochany braciszek. A Apollo wciąż ojciec, a Hades ojciec chrzestny (jak z tego filmu, którego nigdy nie oglądałam).
    Skąd Nico wytrzasnął broń? Bo Jill widzi przez mgłę, więc nie mógł jej mieć cały czas przy sobie. Co jest trochę dziwnie, bo chyba był do miecza przywiązany :D
    Czyli jak rozumiem, Jill jest jakimś dzieckiem z przepowiedni, wysłano grupkę istot wszelkiej maści od herosów zacząwszy na centaurach i satyrach skończywszy. A kim jest Pixie? Jakimś demonem? Lubię go, jakbyś się zastanawiała.
    W rozmowie (bardzo ciekawej swoją drogą) bogów są wspomniane imiona wrogów, jakiś artefakt i syn Metydy. Nie mogę się doczekać o co w tym wszystkim chodzi.
    Będzie rozwód? A niech sędzią będzie Apollo, w końcu prawda to jego sprawa. I wyda wyrok zakończony: ależ ze mnie ciacho.
    A Ryan... To wciąż mój Ryan. I Maggie ma się pojawić. Ciekawe, czy będzie wciąż tak samo roztrzepana? Na początku przeczytałam ,,czarnowłosy chłopak" i przerażona myślałam, że zmieniłaś wygląd Ryana, wtedy bym cię znalazła i.... Sama sobie dokończ, to nie byłoby nic miłego. No, ale w końcu przeczytałam poprawnie i się uspokoiłam.
    Jill taka jest chyba lepsza. I tu mogłabym się bardzo na ten temat rozpisywać, ale czas goni, więc powiem, że ją uwielbiam. To powinno wystarczyć :D
    Sama zmienia rękę w szpony, a nie wie, że jest harpią? No i się dziwi, że Pixie dziwnie wygląda...
    Kończę, ten rozdział był naprawdę dobry i nie wiem co pisać, bo cały mój zasób słownictwa wykorzystałam do opiewania twoich poprzednich rozdziałów ;) Jeszcze raz przepraszam, że tak późno.
    Zachwycona Mentrix

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć. Jestem tutaj nowa, ale czuję, że zostanę na dłużej. Świetny rozdział."Uwolni trochę energii buzującej w jej ciele, choć inni to upodobanie określali jako ADHD." padłam po prostu ;D Bardzo polubiłam Jill, wydaje się być super. Świetny pomysł z tą kartką z pamiętnika. Musisz mi wybaczyć, nie jestem dobra w pisaniu długich komentarzy. Czekam na więcej,
    http://dwaswiatyblog.blogspot.com/
    Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  11. A myślałam, że to moi znajomi są dziwni.
    Ilu nowych bohaterów!
    Przyznam, że trochę mnie to przytłoczyło i muszę przeczytać jeszcze raz.
    Twoje poczucie humoru jest świetne :D Lubię jak w tekście pojawiają się jakieś żartobliwe wstawki, a bohaterowie mają do siebie dystans.
    Jill wykreowałaś na świetną bohaterkę! Już wiem, że będę się uśmiechać, czytając o niej ;)

    I hej! Percy Jackson zaliczony! :D Co prawda tylko film, ale to zawsze coś. Teraz czuję, że lepiej będzie mi się czytało Twoje rozdziały, bo sama nadmieniłaś, że inspirujesz się trochę tą historią. A ja już nie będę w tej kwestii taka zielona ;p

    Buziaki i czekam na następny rozdział (jak tylko ogarnę raz jeszcze powyższy, bo muszę zapamiętać bohaterów xd) :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, Mika, żyjesz na mailach? Bo tęsknię :(
    Neris

    OdpowiedzUsuń
  13. Mika żyjesz ? Czy umarłaś? Taaaaa a jak na serio umarłaś ? Ty nie żyjesz a ja się Ciebie pytam. Moja logika . No ale mam nadzieję że jednak żyjesz i wkrótce pojawi się Nowy rozdział!
    Pozdrowienia
    Gwen

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że uwielbiasz tworzyć długaśne zdania. Nie martw się - ja też. Kochamy zatruwać życie naszym czytelnikom tym nawykiem, ale sza.

    Po pierwsze list, w którym trochę powtarzało się "je", ale ponieważ to kartka z pamiętnika nie będziemy karać Melindy, za to że nie jest zawodowym pisarzem.
    Natomiast do reszty przyczepić się nie mogę. Polubiłam wybuchową Jill, takie charaktery lubią przyciągać kłopoty, więc jestem ciekawa co będzie dalej.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    Deea Keita

    OdpowiedzUsuń
  15. Dawno już miałam skomentować ten rozdział, ale... zapomniałam i zupełnie nie miałam czasu. Wybacz :/
    Kocham to opowiadanie i bardzo się cieszę, że zaczęłaś poprawiać błędy :* Jest cudownie!
    Mikaaa... Tęsknię za tobą.... :< Napisz do mnie lub coś...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nominowałam cię do LBA
    Więcej u mnie:
    kolejkadoraju.blogspot.com
    Ticci

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiem wiem, zapewne jeśli dojrzysz kiedyś ten komentarz, to w głowie zabrzmią Ci słowa pewnie takie " Co za wariatka czyta blogi w wigilię?! "
    Ano, taka wariatka, jak ja, czyli Psychopatka XD
    Nie wiem jakim cudem tu trafiłam, ale ogromnie się ucieszyłam, że tak się stało. Bardzo przyjemnie czytało mi się ten rozdział i nie ukrywam wielkiego bólu, który krył się we mnie, gdy zobaczyłam datę dodania rozdziału ;-;
    WHY YOU DO THAT?!
    To opowiadanie zasługuje na kontynuację, a wręcz domagam się tego, jasna cholerka!
    Jill ma świetny charakter. Jest nieustępliwa, więc ją kocham od razu! No i waleczna! Uwielbiam, gdy główną bohaterką są właśnie takie zadziory jak ona. Końcówka przepełniła mnie wielką ilością spekulacji na temat ciągu dalszego i tego, czegóż tajemniczy rudowłosy może chcieć od małej 15-latki?!
    Z drugiej strony, kolejną rzeczą, którą kocham - SĄ BOGOWIE. MWHAH! Pisanie na podstawie Percy'ego uważam za pomysł genialny, mega świetny, odlotowy, majestatyczny, przezajebisty..... No i nie wiem, ja po prostu nie wiem jak ja przeboleję brak ciągu dalszego ;-;
    Jeśli jeszcze jakimś cudem zajrzysz tutaj i zobaczysz ten mój biedny komentarz, to proszę, weź go do serca i napisz 2 rozdział, chociażby dla tej jednej, biednej duszyczki, która czyta Twojego bloga w Wigilię XD

    Ślę serdeczne pozdrowienia, jeśli coś napiszesz, odezwij się, proszę ;*
    http://further-life.blogspot.com/

    Psychopatka pozdrawia <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Mika, żyjesz? Tęsknię! :(
    Wszyscy pewnie tęsknimy... ;c

    OdpowiedzUsuń
  19. W sumie nadzieja umiera ostatnia.I jet też matką głupich.Obydwa sprawdzają sie w moim przypadku.
    xd

    OdpowiedzUsuń